Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seter w podróży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seter w podróży. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 czerwca 2014

Wakacje: z psem, czy bez?

Zbliżają się wakacje. To okres wypoczynku i wyjazdów, kiedy każdy odpowiedzialny i postępujący etycznie właściciel staje przed trudnym wyborem: lepiej zabrać czworonożnego pupila ze sobą, czy na czas nieobecności zapewnić mu odpowiednią opiekę? Warto poważnie zastanowić się nad tym, która z wymienionych opcji będzie w danym przypadku najlepsza.

Zacznijmy od najbardziej podstawowej sprawy: każdy z nas wypoczywa inaczej. Jedni najbardziej cenią sobie spędzanie czasu na łonie natury, inni natomiast lubią poznawać miasta, zajmujące wysokie miejsca na turystycznej mapie świata. Są osoby, które lubią swobodę, jaką dają samodzielnie zorganizowane wakacje, są jednak i takie, które preferują wycieczki z biurem podróży, podczas których nie muszą się troszczyć o żadne przyziemne sprawy. To trywialne stwierdzenie, ale warto uświadomić sobie, że nie wszystkie style wypoczynku będą pasować do urlopu w psim towarzystwie. Jednocześnie, wcale nie oznacza to, że którakolwiek z wymienionych opcji nie jest możliwa do zrealizowania z czworonożnym przyjacielem. W myśl przysłowia “Dla chcącego, nic trudnego”, osoba zdeterminowana z pewnością znajdzie sposób, aby zabrać ze sobą psa w podróż do Paryża, czy na wycieczkę z biurem podróży. Nie chodzi o to, czy się da, ale o to, jak towarzystwo pupila przełoży się z jednej strony na jakość wyjazdu, z drugiej natomiast na komfort życia psa. Góry, jeziora, przestrzeń i swobodna - w takim otoczeniu zarówno właściciel, jak i pies będą czuli się doskonale. Nie jestem jednak pewna, czy miejskie wakacje z psem to dobry zawsze pomysł. Czy będziemy w stanie zapewnić zwierzęciu realizację jego podstawowych potrzeb, odpowiednio długie i ciekawe spacery, wspólnie spędzony czas? Jeżeli zamierzamy skupić się na zwiedzaniu, co zrobimy z psem, gdy będziemy chcieli wejść do galerii, czy muzeum? Na pewno nie ma sensu narażanie psa na samotne siedzenie w pokoju hotelowym. Z drugiej strony, jeżeli zdecydujemy się wszędzie zabierać ukochanego czworonoga, to czy jego obecność w końcu nie stanie się dla nas frustrująca, gdy będziemy zmuszeni odmówić sobie wejścia do trzeciej z rzędu atrakcji?

Powyższa pisanina może wydawać się cokolwiek abstrakcyjna, pozwólcie więc, że poprę ją przykładem. W długi weekend majowy pojechaliśmy na Mazury - wyjazd był z każdej strony dostosowany do psa, który wypoczywał razem z nami, biegając po lasach i kąpiąc się w jeziorze. W sierpniu natomiast jedziemy do Londynu. W planach jest nie tylko bardzo intensywne zwiedzanie miasta, lecz również całodzienne siedzenie na Lonconie. Taka wycieczka nie byłaby dla T. żadną atrakcją, bo przypuszczalnie nie bylibyśmy w stanie zajmować się nią tak, jak na to zasługuje. T. zostanie więc w Warszawie.
Morska bryza mierzwiąca sierść - czego chcieć więcej?
Druga ważna kwestia to dojazd do miejsca, w którym zdecydowaliśmy się spędzić urlop. Oczywiście, osoby zmotoryzowane są w tym przypadku uprzywilejowane, bo mogą bezpiecznie przewieźć psa w doskonale znanym mu samochodzie, a podróż zaplanować tak, żeby wpleść w nią przerwy na spacer i załatwienie potrzeb fizjologicznych. Trasę można ułożyć tak, aby była atrakcyjna dla każdej składowej psio-ludzkiego tandemu, co świetnie pokazują autorzy bloga urlopnaetacie.pl, którzy cenne wolne dni wykorzystują na podróże w towarzystwie swojej suczki, Luśki. Trudniej będzie osobom skazanym na transport publiczny. Z przewiezieniem psa pociągiem nie powinno być, na szczęście, większych problemów, trzeba natomiast zastanowić się, ile godzin czworonożny członek rodziny jest w stanie spędzić razem z nami w przedziale nie męcząc się. Transport lotniczy z kolei jest rozwiązaniem tylko dla małych ras, które mogą towarzyszyć ludziom na pokładzie, pod warunkiem, że razem z transporterem ich waga nie przekracza 8 kg. Opiekunowie małych piesków są więc uprzywilejowani i mogą cieszyć się większą swobodą w wyborze kierunków wakacyjnych. Natomiast, moim zdaniem, samolot jest zupełnie niedostępny dla dużych ras - ja w każdym razie nie skazałabym T. na konieczność spędzenia podróży w luku bagażowym, chyba, że chodziłoby o przeprowadzkę na stałe.

Warto również w tych rozważaniach pozwolić sobie na odrobinę egoizmu. Urlop lub wakacyjny wyjazd to coś, na co czekamy cały rok, dlatego dobrze jest zadać sobie pytanie o to, jak obecność psa wpłynie na jakość wypoczynku. Mamy brzydką tendencję do antropomorfizowania naszych ulubieńców, jeżeli więc wymarzona wycieczka ma zostać zepsuta “przez tego złośliwego kundla” (który przecież nie jest niczemu winien!) może powinniśmy odpocząć od psiaka przez kilka dni? Szczególnie, że pies z pewnością nie pozostanie obojętny na irytację właściciela, co w połączeniu z zupełnie nowym środowiskiem może być dla niego mniej komfortowe, niż pobyt u rodziny, przyjaciół lub w profesjonalnym hotelu dla zwierząt. Dzięki krótkiej rozłące zdążymy za psem zatęsknić i na nowo nabrać entuzjazmu do wspólnej pracy.

Co zrobić, kiedy po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw okazuje się, że dla naszego ulubieńca korzystniej będzie zostać w domu? Musimy zastanowić się, jak psiak zniesie rozłąkę ze swoją rodziną. Często spotykam się z wypowiedziami utrzymanymi w tonie “mój ukochany Fifi zapłakałby się na śmierć, gdybym zostawił/zostawiła go samego na tydzień!” lub “nie wyobrażam sobie, aby mój pies musiał przebywać pod opieką obcej osoby”. Oczywiście, są czworonogi, które bardzo źle znoszą rozstania z właścicielem i jeżeli nasz pupil należy do tej kategorii nie ma sensu go męczyć - trzeba po prostu przykroić swoje wakacyjne plany do jego miary. Mam jednak wrażenie, że cytowane powyżej stwierdzenia są wśród psiarzy mocno nadużywane. Tymczasem, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: nie każdy pies to Lessie, nawet, jeżeli bardzo chcemy, aby tak właśnie było. Często przy okazji krótkotrwałej rozłąki bardziej od psa cierpi właściciel - nie tylko z tęsknoty, ale również ze względu na świadomość, że jego pupil może bez niego wesoło spędzać czas i normalnie funkcjonować. Krótko mówiąc, cierpi byt najbardziej na świecie wrażliwy - ludzkie ego. Wiem co mówię, bo mnie samej trochę zajęło pogodzenie się z tym, że T. lubi wszystkich jak leci i przebywanie w hotelu razem z psimi kumplami to dla niej lepsze wakacje, niż włóczenie się ze mną np. po wąskich, kamiennych ulicach upalnej Genui.

Bez wątpienia, wakacje z psem to fajna sprawa, pod warunkiem, że z wypoczynku korzystają zarówno czworonóg, jak i jego właściciel. Warto zastanowić się, czy podczas planowanego urlopu obie składowe psio-ludzkiego duetu będą mogły wesoło i ciekawie spędzić czas.
Pieseł w wakacyjnej stylówce.

photo credit: CharlesFred via photopin cc 
photo credit: madlyinlovewithlife via photopin cc

piątek, 9 maja 2014

Całoroczny ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy "Wiatraki"

Długi weekend majowy spędziliśmy na Mazurach, gdzie wypoczywaliśmy nie tylko w towarzystwie T., lecz również znajomych z małym, bo zbliżonym wiekiem do naszego psa, dzieckiem. Skład naszej paczki sprawił, że mieliśmy bardzo zróżnicowane oczekiwania względem miejsca pobytu. Ja chciałam wynająć przyjazny psom domek położony w bezpośredniej bliskości któregoś z mazurskich jezior. Z kolei towarzyszącej nam rodzinie zależało na cieple, komforcie, placu zabaw i mnóstwie innych rzeczy, które są ważne, kiedy trzeba zajmować się małym, jeszcze całkowicie niesamodzielnym, człowiekiem. Zdołaliśmy jednak znaleźć ośrodek wypoczynkowy, który wydawał się spełniać wszystkie nasze oczekiwania.

Dla ludzi

Całoroczny ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy “Wiatraki” jest położony w Marózku koło Olsztynka, po wschodniej stronie jeziora Maróz, w naprawdę pięknej, spokojnej okolicy. Spokój ów, poza miłą bliskością natury, oznacza także nieoczywisty dojazd i prawie zupełny brak zasięgu sieci telefonii komórkowej. Jeżeli planujemy na miejsce dotrzeć samochodem warto wziąć to pod uwagę, aby podróż nie zakończyła się kluczeniem po wiejskich drogach. Osoby niezmotoryzowane nie muszą się przejmować tego rodzaju niedogodnościami: wystarczy, że dostaną się pociągiem do Olsztynka, a stamtąd za dodatkową opłatą (ok. 50 zł) zostaną zabrane prosto do "Wiatraków" przez kierowcę z ośrodka.
Kiedy w środku nocy dotarliśmy do "Wiatraków" oświetlone lampionami drzewo wyglądało zachwycająco. Byliśmy jednak zbyt zmęczeni, aby myśleć o robieniu zdjęć.

Sam ośrodek prezentuje się bardzo ładnie i zupełnie nie przypomina pamiętających czasy Gierka domków letniskowych, w jakich niektórzy czytelnicy zapewne mieli okazję pomieszkiwać, na przykład, podczas obozów żeglarskich. Do dyspozycji gości, w zależności od ich potrzeb i wymagań, są pokoje w budynku głównym oraz znajdujące się na otaczającym gmach ogrodzonym terenie domki. Nie jestem w stanie nic powiedzieć o standardzie tych ostatnich, jednak muszę przyznać, że pokoje są naprawdę przyjemne: czyste, jasne i wyposażone we wszystkie niezbędne sprzęty. Każdy składa się z części mieszkalnej i łazienki, a jeżeli jesteśmy gotowi dopłacić możemy mieć do dyspozycji duży taras lub/i przestronny przedpokój. Pokoje nie mają kuchni, więc opcja samodzielnego przygotowywania posiłków nie wchodzi w grę, zjeść można natomiast w stołówce: śniadania, podawane w formie stołu szwedzkiego, są całkiem smaczne i mogę je polecić, mimo że obsługa nie zawsze nadąża za wilczym apetytem gości. Dostępne są również wszystkie pozostałe posiłki, my jednak obiady i kolacje jadaliśmy “na mieście”.

Oczywiście, na Mazury nie jedzie się po to, aby bezczynnie siedzieć w pokoju hotelowym, więc zdecydowanie ważniejsze od miękkości łóżek i bieli ręczników są oferowane w "Wiatrakach" zewnętrzne atrakcje - a tych jest niemało. Na terenie ośrodka znajdują się boisko do siatkówki plażowej, kort tenisowy, stół do ping-ponga, wypożyczalnia rowerów i rozmaitego sprzętu wodnego, plac zabaw dla dzieci i chatka-świetlica, a także miejsce na ognisko oraz grilla. Blisko jest również do jeziora Maróz: aby dostać się do wiatrakowej plaży z łagodnym zejściem do wody, obok której znajduje się molo, w sam raz dla wędkarzy, wystarczy krótki spacer po lesie. W przypadku niepogody - co pewnie nieszczególnie zainteresuje osoby planujące aktywny wypoczynek z psem - można skorzystać ze SPA.
Miejsce na ognisko. W budynku z tyłu znajduje się stół ping-pongowy.
Chatka-świetlica dla dzieci.

Dla psów

"Wiatraki" to, oczywiście, miejsce przyjazne psom - do tego stopnia, że nie pobiera się za nie żadnych dodatkowych opłat. Tym jednak, co odróżnia "Wiatraki" od innych przyjmujących czworonogi hoteli i pensjonatów, a co wyjątkowo mi się podoba jest jasne określenie tego, co psu wolno robić, a czego nie. Na stronie internetowej ośrodka znajdziemy zakładkę, w której wypunktowane są prawa i obowiązki właściciela, dzięki czemu nikt nie ma wątpliwości co do tego, jak powinno wyglądać funkcjonowanie pupila na jego terenie. Wymagane jest sprzątnie po psach, przy czym woreczki na odchody można pobrać w recepcji oraz prowadzenie psów na smyczy. Czworonogów nie wolno przyprowadzać na stołówkę, ani na przeznaczoną dla dzieci plażę. Co ciekawe, osoby, które karmią swoje psy resztkami ze stołu mogą umówić się z obsługą, aby zostawiała ostatki dla ich pupila.

Rzecz jasna, w praktyce z przestrzeganiem wszelkiego rodzaju zasad różnie bywa. W tym wypadku wszystko zależy od innych wczasowiczów - jest dobrze, dopóki nikt nie skarży się na obecność psa. Staraliśmy się postępować zgodnie z przedstawionymi na stronie przepisami, jednak kiedy nikogo nie było na placu zabaw zdarzało nam się spuszczać T. ze smyczy jeszcze przed opuszczeniem terenu ośrodka. Pozwalaliśmy jej również korzystać z głównego kąpieliska nad jeziorem, teoretycznie przeznaczonego przede wszystkim dla dzieci - w tej kwestii sprzyjała nam pogoda; było po prostu zbyt zimno, aby ktokolwiek poza T. i parą kaczek miał ochotę na moczenie się w wodzie.

Znajdą się pewnie osoby, które uznają, że Wiatraki podchodzą do kwestii psów zbyt restrykcyjnie, a jednak uważam, że klarowane określenie warunków, na jakich w ośrodku przebywają czworonożni goście ma same zalety. Dzięki temu zarówno właściciel psa, jak i cywilny wczasowicz wiedzą, czego mogą się spodziewać, a to pozwala na uniknięcie wielu potencjalnie spornych sytuacji. Swobodne spacery bez smyczy można odbywać poza terenem ośrodka: w lesie lub wzdłuż brzegów jeziora Maróz. T. była zachwycona i wybiegana jak nigdy dotąd, a kiedy musiała sama dłużej zostać w pokoju grzecznie odsypiała spacerowe harce.


Wady i zalety

+ ładnie, czysto, nowocześnie;
+ brak dodatkowych opłat za psa;
+ zasady wypoczynku z psem zamieszczone na stronie internetowej;

- wysokie ceny;
- źle oznakowany dojazd.

piątek, 7 marca 2014

O psie, który jeździł pociągiem TLK

Polskie koleje nie cieszą się dobrą sławą, postanowiłam więc przyjrzeć się kwestii przewozu zwierząt w pociągach spółki PKP Intercity z perspektywy regulaminu przewoźnika oraz tego, jak wygląda zastosowanie go w praktyce. Podróżowanie z psem nie jest takie straszne, jak mogłoby się wydawać, nawet, jeżeli trzeba korzystać z usług osławionego PKP. Na pewno jednak warto wiedzieć na co należy się przygotować - tak fizycznie, jak i materialnie - kiedy przychodzi wsiąść z psem do pociągu.


W świetle prawa

Zasady podróżowania w towarzystwie zwierząt przedstawione są w “Regulaminie przewozu osób, rzeczy i zwierząt przez spółkę PKP Intercity (RPO-IC)”, dostępnym tutaj. Zostały ujęte przede wszystkim w paragrafie 26. Zgodnie z nimi małe psy, umieszczone w odpowiednich transporterach, traktowane są jak bagaż podręczny:

1. Podróżny może przewieźć pod swoją opieką bezpłatnie, w ramach bagażu podręcznego – małe zwierzęta domowe (w tym psy), jeżeli nie są one uciążliwe dla współpodróżnych (np. z powodu hałasu, zapachu itp.). Przewożone zwierzęta powinny być umieszczone w odpowiednich pojemnikach (klatkach, pudłach, koszach itp.), zabezpieczających przed wyrządzeniem szkody osobom lub mieniu i umieszczone w miejscu przeznaczonym na bagaż podręczny. Podczas przewozu zwierzęta powinny pozostawać w pojemnikach, w których zostały umieszczone.

Konieczność zakupu osobnego biletu dla zwierzaka dotyczy jedynie dużych psów (koszt biletu wynosi 15,20 zł). Prezentowane poniżej fragmenty regulaminu nie dotyczą psów przewodników oraz psów pełniących funkcję opiekunów osób niepełnosprawnych, które objęte są mniej restrykcyjnymi zasadami (przedstawione są w pominiętym tutaj punkcie 2).
3. Pełnoletni podróżny może przewieźć odpłatnie, pod swoją opieką jednego psa, który nie jest umieszczony w pojemniku pod warunkiem, że:
1) pies jest trzymany na smyczy i ma założony kaganiec [...]; 2) posiada ważny bilet na przewóz psa (z adnotacją „Pies”) [...] oraz aktualne zaświadczenie o szczepieniu psa przeciwko wściekliźnie.
4. W pociągach z miejscami do siedzenia, przewóz zwierząt uzależniony jest od zgody współpodróżnych. Zgoda ta nie jest wymagana w przypadku przewozu: 1) zwierząt w wagonach bezprzedziałowych [...].
5. Przewóz zwierząt w wagonie WL/Bc jest dozwolony, jeżeli podróżny wykupi wszystkie miejsca w przedziale [...].
6. Zwierzęta nie mogą przebywać: 1) w wagonach gastronomicznych [...]; 2) na miejscu do siedzenia; 3) na łóżku w wagonie WL; 4) na miejscu do leżenia w wagonie Bc.
7. Podróżny odpowiada za stan sanitarny przedziału, w którym przewozi zwierzęta. Nie mogą one zakłócać spokoju w wagonie, a szczególnie ciszy nocnej [...].
8. Jeżeli współpodróżni zgłoszą sprzeciw z powodu umieszczenia w przedziale zwierzęcia, podróżny powinien zająć miejsce wskazane przez konduktora (w innym przedziale, przedsionku lub na korytarzu wagonu), a jeżeli jest to niemożliwe – podróżny jest zobowiązany opuścić pociąg na najbliższej stacji. W takim przypadku konduktor zamieszcza na bilecie stosowne poświadczenie na podstawie, którego podróżnemu przysługuje zwrot należności za częściowo niewykorzystany bilet na przejazd, bez potrącenia odstępnego. [...]
10. Jeżeli podróżny naruszy przepisy o przewozie zwierząt, oprócz ewentualnych należności taryfowych jest zobowiązany uiścić opłatę dodatkową ustaloną na podstawie rozporządzenia MI z dnia 20 stycznia 2005 r. W razie odmowy uregulowania należności konduktor wystawia wezwanie do zapłaty [...] na najbliższej stacji podróżnego usuwa się z pociągu wraz ze zwierzętami.

Zderzenie z rzeczywistością

Nie jestem osobą zmotoryzowaną, w związku z tym mam na swoim koncie kilka około trzygodzinnych podróży pociągiem TLK w towarzystwie psa. Pod pewnym względami okazały się one mniej kłopotliwe, niż mogłoby się to wydawać po przeczytaniu regulaminu, pod innymi zaś bardziej. Poniżej postaram się zaprezentować kolejne etapy podróży, opisując konkretne problemy, na jakie można się natknąć.

Jak wiadomo, jeszcze przed wejściem do pociągu należy kupić bilet. W kasach nie ma z tym problemów, ja jednak nie lubię stać w kolejkach na dworcu i tego typu transakcje wykonuję przez Internet. Niestety, taka operacja jest możliwa tylko wtedy, kiedy w podróż udaję się sama lub w towarzystwie dwunogów. W internetowym systemie sprzedaży dostępnym na stronie PKP Intercity nie ma możliwości wybrania opcji dodatkowego biletu dla psa. Właściciel może więc kupić swój bilet przez Internet, ale po bilet dla czworonoga tak czy siak musi pomaszerować do kasy lub dokonać zakupu w pociągu. Po ostatnich zmianach wprowadzonych w regulaminie PKP Intercity za taką transakcję nie pobiera się dodatkowych opłat.

Wejście do pociągu to w przypadku dużych psów naprawdę trudna sprawa. Schody wagonów - wąskie, wysokie, a na dodatek często wykonane z żelaznej kratki - to dla nich przeszkoda niemal niemożliwa do pokonania. Zwykle psa trzeba do wagonu po prostu wnieść. T. waży już ponad 20 kg, zatem opcja noszenia jej na rękach przestała dla mnie istnieć już jakiś czas temu. Na szczęście, P. jest znacznie silniejszy ode mnie. Nie wiem natomiast, czy byłabym w stanie podróżować z nią sama. Pies to nie walizka: wcale nie zdziwiłabym się, gdyby poproszona o pomoc obca osoba odmówiła. Nie każdy jest miłośnikiem tych uroczych zwierząt, a obawa przed ugryzieniem, czy zwykłym pobrudzeniem ubrania jest zupełnie zrozumiała.

Po szczęśliwym dostaniu się "na pokład" wciąż początek i koniec pozostają najtrudniejszymi momentami wyprawy. Pasażerowie szukający swoich miejsc lub tłoczący się z walizkami przy wyjściu mogą budzić niepokój lub ekscytację, zależnie od charakteru psa i jego stosunku do obcych ludzi, nagle pojawiających się w wyjątkowo dużej liczbie. T. zawsze chce się wtedy ze wszystkimi przywitać (zazwyczaj z wzajemnością), jednak kiedy pociąg już ruszy i wszyscy ludzie znajdą się na swoich miejscach szybko się uspokaja i układa do snu.

To wprawdzie wbrew przepisom, jednak zwykle T. podróżuje bez kagańca, jedynie prowadzona na smyczy. Jej aż nadto przyjacielski charakter widać już z daleka jak na dłoni - kiedy tylko zobaczy człowieka od razu zaczyna się cieszyć i merdać nawet nie ogonem, a całym ciałem. Do tej pory podczas kontroli biletów nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, aby brak kagańca był dla pracownika PKP problemem. Przeciwnie, niektórzy z nich byli bardziej zainteresowani przywitaniem się z T., niż sprawdzaniem biletów. Kaganiec jednak mam zawsze przy sobie, na wszelki wypadek, podobnie, jak książeczkę zdrowia psa, o którą również nie zapytał jeszcze żaden konduktor. Niemniej, mimo że nawet pracownicy PKP lekceważą przepisy dotyczące tej kwestii, jeżeli decydujemy się na podróżowanie z psem transportem publicznym trzeba umieć nad nim zapanować i w razie potrzeby być w stanie ubrać go w kaganiec, żeby nie narażać się (z własnej winy) na nieprzyjemności.

Równie wirtualna, jak konieczność “ubrania” psa w kaganiec, jest możliwość przewiezienia go w przedziale, w którym właściciel ma zarezerwowane miejsce. Decydują o tym względy praktyczne: w standardowych, ośmio lub sześcioosobowych przedziałach jest mało przestrzeni, trudno więc oczekiwać, aby pomiędzy nogami pasażerów mógł zmieścić się jeszcze duży pies. W efekcie większą część podróży spędza się z czworonogiem na korytarzu, gdzie może rozprostować łapy lub ułożyć się w miarę wygodnie, przez nikogo nienadeptywany. Nie twierdzę przy tym, że pasażerowie są do psów niechętnie nastawieni i starają się pozbyć ich z przedziału celowo je przydeptując. Przeciwnie, dotychczas wszyscy moi towarzysze podróży byli do T. niezwykle przyjaźnie nastawieni i żywo zainteresowani głaskaniem jej przez całą drogę. Po prostu wielkość przedziału jest taka, a nie inna.

Wagony bezprzedziałowe sprawdzają się nieco lepiej, jednak tylko wtedy, kiedy siedzimy na samym końcu - tam, gdzie znajdują się dodatkowe stojaki na walizki oraz przestrzeń do przewożenia rowerów, dzięki którym jest nieco więcej miejsca. Koniecznie trzeba zadbać o to, aby zarezerwować odpowiednie miejsce lub już w pociągu zamienić się z którymś z pasażerów, bo w pozostałej części wagonu pies po prostu się nie zmieści. Jednocześnie, decydując się na tę opcję, trzeba pamiętać o tym, że od czasu do czasu spokój czworonoga może być zakłócany przez ludzi przechodzących do toalety lub wózek z Warsu. To ostatnie jest szczególnie istotne, bo ciężki, metalowy wózek z perspektywy psa może okazać się przedmiotem tyleż dziwnym, co strasznym.

Na koniec warto podkreślić, że przed podjęciem decyzji o podróży z psem dobrze jest zastanowić się, czy to naprawdę koniecznie, a także, jak na tego rodzaju atrakcje zareaguje nasz pupil. Wiadomo, jazda pociągiem to doświadczenie, którego nie można zafundować każdemu psu. Jeżeli niewielkie pomieszczenia, tłok i obcy ludzie budzą niepokój zwierzęcia, a co gorsza agresję, lepiej zostawić go z pet sitterem, a w podróż udać się samotnie (a co się nażyłam z pet sitterami to moje...). Szczeniaki, które jeszcze nie nauczyły się czystości również nie nadają się do transportu publicznego. Można wprawdzie zaopatrzyć się w podkłady higieniczne, papierowe ręczniki, etc., mimo to jednak nie należy się spodziewać szczególnej sympatii ze strony pozostałych pasażerów.

Oczywiście, czasami nie ma innego wyjścia. Dobrze mieć wtedy świadomość, że konieczność przejażdżki pociągiem razem z psem to wcale nie koniec świata - trzeba tylko zarówno siebie, jak i czworonoga odpowiednio do tego przygotować. Ja na przykład wszystkie podróże z T. wspominam bardzo dobrze.
 
photo credit: Timon91 via photopin cc
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...