W sobotę 12 lipca na hipodromie w Starej Miłosnej odbyła się pierwsza część Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych oraz XXVII. Klubowa Wystawa Dogów Niemieckich. To właśnie na ten dzień przypadał mój i T. wystawowy debiut, który - cóż tu dużo mówić - z różnych względów nie wypadł najlepiej. Do rzeczy zatem.
Nasz trzyosobowy zespół na miejsce został zawieziony samochodem przez poznanych podczas Psiej Doliny, przemiłych czytelników. Iwona i Janek kilka dni wcześniej zaproponowali nam podwiezienie, za co jestem im ogromnie wdzięczna, szczególnie, że chłodna i deszczowa aura nie zachęcała do podróżowania komunikacją miejską, czy też w ogóle do przemieszczania się po Warszawie w jakikolwiek sposób.
Na miejscu znaleźliśmy się około 10.30. Początkowo planowaliśmy być przy ringu już o 10, ale na ostatnim odcinku trasy utknęliśmy w niewielkim korku, złożonym głównie z samochodów wystawców. Kiedy wreszcie udało się nam dotrzeć na parking, kupić bilety wstępu i odebrać katalog, ruszyliśmy na poszukiwania właściwego ringu (nr 7). Droga okazała się tyleż błotnista, co krótka - zostało nam całkiem sporo czasu, aby odebrać numer startowy i niemożliwie zmoknąć w oczekiwaniu na prezentację. Sierść na ogonie i uszach, pracowicie wyczesywana i suszona wczorajszego wieczora szybko zmieniła się w mokre strąki, dzięki czemu T. bardziej, niż odpicowanego, dostojnego rudzielca, przypominała potwora z bagien. Deszcz padał nieprzerwanie, więc czesanie i suszenie ręcznikiem niewiele pomagało - na ring wkroczyłyśmy więc w wersji au naturel.
| Moknąc, grzecznie czekamy na swoją kolej. |
| Numer startowy, zdjęcie zrobione już po powrocie do domu. |
Wkroczyłyśmy to zresztą zdecydowanie za dużo powiedziane. W klatce ustawionej dokładnie przy wejściu na ring znajdował się czekający na swoją kolej seter szkocki gordon (gordony szły zaraz po irlandach), który zerwał się i zaczął ujadać dokładnie sekundę przed rozpoczęciem oceny stawki suk w klasie młodzieży. T., która do tego momentu dzielnie znosiła towarzystwo innych psów i ludzi, mocno się przestraszyła i zupełnie odmówiła współpracy. Wprawdzie zachęcona przysmakiem poszła za swoimi siostrami i zatrzymała się odpowiednim miejscu, jednak o jakiejkolwiek koncentracji i ustawianiu się w odpowiedniej pozycji nie było mowy. Udało się jej nieco rozluźnić dopiero podczas biegania, jednak przez spowodowany wyskokiem kolegi ze Szkocji stres pierwsza część naszej prezentacji, delikatnie rzecz ujmując, pozostawiała wiele do życzenia. Jedyne, co wyszło nam dobrze to tam i z powrotem oraz sprawdzanie uzębienia, które odbyło się sprawnie, bez żadnych prób oporu.
| Początek prezentacji: po T. widać wyraźne oznaki dużego stresu. |
| Sprawdzanie uzębienia. |
| Biegamy tam i z powrotem. |
Ostatecznie, sędzia Aleksander Skrzyński przyznał T. ocenę doskonałą i IV., a zarazem ostatnią, lokatę. Uzasadnienie oceny brzmiało następująco:
14-miesięczna suka, bardzo żywiołowa w ringu, głowa, pigment, uzębienie poprawne, szyja lekko wysklepiona, kłąb zaznaczony, poprawne górna i dolna linia, kończyny prawidłowe, w ruchu poprawne.
![]() |
| Dyplom, karta oceny psa i katalog - wszystko trochę zamoczone. Zdjęcie zrobione po powrocie do domu. |
Po zakończeniu oceny, ale jeszcze przed zejściem stawki z ringu T. doszła do wniosku, że skoro nie musi już przytulać się do pańci w poszukiwaniu ratunku dobrze byłoby poszukać sobie jakiegoś przyjemniejszego miejsca, wyślizgnęła się więc z ringówki i uciekła. Szczęśliwie, wpadła prosto na P. Szybko została odprowadzona do mnie, po czym na zakończenie przebiegłyśmy jeszcze jedno kółko po ringu w towarzystwie całej stawki oraz odebrałyśmy kartę oceny psa wraz z dyplomem uczestnictwa w wystawie. Przypuszczam, że kiedy wreszcie było po wszystkim obie cieszyłyśmy się równie mocno, że to już koniec.
| Ringówka smętnie zwisa w mojej dłoni. |
| Ostatenie kółko na ringu. |
| Iwona i Janek, wspaniali kibice, którzy byli z nami do samego końca. DZIĘKUJEMY! |
Mam spore wątpliwości co do tego, czy T. w ogóle nadaje się na wystawy i czy warto zawracać sobie głowę następną tego typu imprezą. Obyło się wprawdzie bez ataku paniki, jednak sytuacja ze szczekliwym gordonem w roli głównej była dla mojego psa źródłem dużego stresu. Z jednej strony, można uznać, że pechowo trafiła się tuż przed oceną, z drugiej natomiast trudno oczekiwać, aby wszystkie z ponad 1700 czworonogów stłoczonych w jednym miejscu zachowywały się cicho i kulturalnie. Nie pomagało też moje zdenerwowanie - mam wrażenie, że T. znacznie lepiej poradziłaby sobie z doświadczonym handlerem, który mógłby zarazić ją swoim spokojem i pewnością siebie. Na pewno nigdy nie zdecyduję się na uczestnictwo w wystawie halowej, a wystawy plenerowe, przynajmniej na dzień dzisiejszy, również stoją pod znakiem zapytania.
