Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

5 cech psiolubnego miasta

Chyba każdy, komu przyszło mieszkać z psem w wielkim mieście ma czasem ochotę spakować manatki, chwycić w dłoń smycz i czym prędzej wyemigrować na wieś, gdzie życie jest prostsze, przestrzeni więcej, a trawa z pewnością ma bardziej soczysty kolor od tej rosnącej w najbliższym parku. Bywa, że wielkomiejski pies i jego człowiek nie mają lekko - to prawda, a przecież, aby poprawić ich byt wystarczyłoby kilka prostych udogodnień.

Pomnik psa w Toruniu.

***

1. Infrastruktura ułatwiająca sprzątanie po psie
Nikt nie lubi stąpać po trawniku, niczym po polu minowym. Wbrew pozorom, właściciele psów również nie uważają takiej aktywności za przyjemną rozrywkę. Mimo to w miastach wiele jest parków, skwerów i trawników, na których więcej znajdziemy miękkich kamieni niż trawy. Z czego to wynika? Czasem ze zwykłego lenistwa. Innym razem ze źle pojętej godności, która zabrania się schylić, aby pozbierać nieczystość pozostawioną przez czworonożnego przyjaciela. Bardzo często bywa jednak tak, że chęć dbania o czystość wspólnej przestrzeni znika w obliczu zupełnego braku odpowiedniej infrastruktury. Koszy na śmieci jest w miastach za mało, zaś specjalnych koszy na psie odchody z podajnikami na nieczystości nie ma prawie wcale! Jestem pewna, że gdyby psie stacje znalazły się w każdym parku, na każdym skwerze szybko i znacząco zmniejszyłaby się ilość miękkich kamieni, walających się po trawnikach. Skąd o tym wiem? Z doświadczenia. Świetnym przykładem jest wybieg dla psów przy Parku Krasińskich, gdzie - na moje oko - 99% odwiedzających ten obiekt karnie sprząta po swoich czworonogach. Na wybiegu znajdują się psie stacje: estetyczne kosze na psie nieczystości wyposażone w podajniki z foliowymi workami. Co więcej, miasto dba, aby były one zawsze pełne. Można? Można.

2. Miejska zieleń dostępna dla wszystkich
Nie jestem fanką dzielenia społeczeństwa na mniejsze, odizolowane grupy. Marzą mi się miasta dostępne i przyjazne dla wszystkich mieszkańców: tych samotnych, tych z dziećmi, tych z psami. Miejska zieleń jest ważnym i cennym elementem w wybetonowanej przestrzeni, dlatego każdy powinien móc do woli korzystać z jej dobrodziejstw. Z przykrością patrzę na kolejne parki, które zamykają swoje bramy przed właścicielami czworonożnych mieszkańców miast. Nieswojo czuję się, myśląc o tym, że tak lubiany przez T. wybieg dla psów przy Ogrodzie Krasińskich powstał jako swoista rekompensata związana z wprowadzeniem do parkowego regulaminu zakazu wstępu dla psów.
Moim ideałem są parki londyńskie, które są pomyślane tak, aby znalazło się w nim miejsce dla wszystkich, w tym również psów. Są w nich zarówno miejsca, gdzie czworonogi mogą biegać swobodnie, takie gdzie powinny być prowadzone na smyczy, jak i niewielkie, ogrodzone przestrzenie, które są dostępne jedynie dla ludzi. To sprawia, że zielona przestrzeń jest otwarta dla wszystkich, a jednocześnie można chronić przed nadmiernym stresem na przykład występujące na terenie parku rzadkie ptactwo lub zapewnić dzieciom bezpieczne place zabaw. Tego samego życzyłabym sobie w Warszawie i całej Polsce.

3. Promowanie odpowiedzialności społecznej wśród wszystkich grup
Okropnie nie lubię zrzucania winy za brud w miastach wyłącznie na właścicieli psów. Tymczasem zarówno zarządzający konkretnych aglomeracji jak i sami mieszkańcy zaskakująco często zdają się zapominać o tym, że za stan czystości przestrzeni publicznej odpowiedzialni są wszyscy. Po równo. Kupy małych dzieci lub przedstawicieli lokalnej żulerii nie są w niczym lepsze od psich odchodów. Natomiast rozbite butelki i pogniecione puszki, którymi można rozciąć rękę lub łapę są moim zdaniem gorsze. Mimo to na trawnikach jak grzyby po deszczu wyrastają tabliczki głoszące “Zakaz wprowadzania psów”. To nie tyle rodzi frustrację i chęć buntu wśród właścicieli psów, ale też zamiata pod dywan naprawdę istotną część problemu miejskich nieczystości. Przyzna to każdy, kto chociaż raz przyglądał się temu, w jakim stanie są trawniki po “interesującym” weekendzie.
Nie mam nic przeciwko tabliczkom na trawnikach - takim, których treść skierowana jest do wszystkich: “Posprzątaj po sobie”, “Nie śmieć”, “Zostaw to miejsce takim, jakim chciałbyś je zastać”. 

4. Wybiegi dla psów
Wciąż bardzo brakuje ogrodzonych terenów, gdzie można bezpiecznie zwolnić psa ze smyczy i cieszyć się, patrząc na radość, jaką futro czerpie z biegania. Zielone enklawy w miastach albo szybko kończą swój żywot, zabudowywane blokami albo znajdują się na tyle blisko ulicy, że strach zwolnić ze smyczy zwierza, któremu nie ufa się na 101%. Wybiegi dla psów są świetnym rozwiązaniem tego problemu. Pod warunkiem, że będą jedynie częścią miejskiej infrastruktury dostępnej dla właścicieli psów, a nie zadośćuczynieniem za zamykanie parków!

5. Obowiązkowe szkolenie… właścicieli
Instrukcja obsługi większości psów - przynajmniej takich, u których nie zachodzi potrzeba przepracowywania poważnych problemów behawioralnych - często jest prosta i sprowadza się do pysznych smakołyków, zabawek i nagradzania w odpowiednich momentach. Niestety, wciąż wielu właścicieli tych wspaniałych zwierząt nie zdaje sobie z tego sprawy. Jednocześnie, w społeczeństwie niezmiennie pokutują rozmaite, dotyczące szkolenia psów mity - czy to związane z tym, że starego psa nie sposób nauczyć nowych sztuczek, czy też z tym, że wychowanie szczeniaka należy rozpoczynać po tym, jak ukończy on pierwszy rok życia. Wszystko to bezpośrednio przekłada się na fakt, że w miastach żyje sporo czworonogów, nad którymi właściciele nie są w stanie sprawować kontroli podczas spaceru - takie psy są zagrożeniem nie tylko dla innych osób, ale również dla siebie samych. Dlatego marzą mi się obowiązkowe, darmowe szkolenia dla wszystkich przyszłych właścicieli czworonogów. Czasem mam wrażenie, że wystarczyłoby zaledwie kilka godzin spędzonych pod okiem życzliwego trenera, potrafiącego w przystępny sposób przekazać wiedzę, aby relacje w wielu psio-ludzkich zespołach uległy znaczącej poprawie. O ile więc lepiej mogłoby być, gdyby każdy, kto decyduje się przyjąć pod swój dach czworonożnego przyjaciela musiał zawczasu liznąć odrobiny szkoleniowej wiedzy?

***

Wypisane powyżej cechy to, jak sądzę, niezbyt wygórowane oczekiwania, wciąż jednak pozostające w sferze marzeń w przypadku psiarzy mieszkających w polskich miastach. Na dodatek, ta piątka to z pewnością jedynie kropla w morzu. Co dodalibyście do listy? Jest jakieś rozwiązanie, przepis czy udogodnienie, którego wyjątkowo brakuje Wam w waszym miejscu zamieszkania? Nie zapomnijcie podzielić się tym w komentarzach! Jestem bardzo ciekawa Waszych psio-miejskich potrzeb.


piątek, 27 marca 2015

5 zalet setera irlandzkiego

Mam nadzieję, że nikogo, kto tu zagląda nie trzeba przekonywać, że setery irlandzkie to wyjątkowe psy. Domyślam się jednak, że osobom, które na co dzień nie pracują w służbie jakiegoś rudzielca może być ciężko wskazać co dokładnie się na tę wyjątkowość składa - z myślą o nich przygotowałam poniższe zestawienie. Podoba Ci się seter irlandzki i chciałbyś sprawić sobie takiego właśnie psa? Zastanów się dobrze, bo potem Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo!

1. Piękno ma barwę mahoniu
Pewnie zabrzmi to nieco snobistycznie, jednak pisząc o zaletach setera irlandzkiego nie sposób pominąć tej kwestii - przeciwnie, należy powiedzieć o niej głośno, podkreślić w dwójnasób. Otóż, seter irlandzki to piękny pies. Nie śliczny, nie uroczy, nie sympatyczny, nie słodki, ale po prostu piękny. Piękno setera składa się przede wszystkim z eleganckiej sylwetki, harmonijnego ruchu o wspaniałej dynamice, fantastycznego, mahoniowego koloru sierści i wiecznie smutnego spojrzenia, które potrafi poruszyć każde serce. Nie sposób go ukryć. Jest widoczne nawet wtedy, kiedy pysk psa jest cały zaśliniony, uszy stanowią kłębowisko gałązek i rzepów, a brzuch i łapy pokryte maseczką ze świeżego błota. Dostrzegam je zresztą nie tylko ja, ale praktycznie każda osoba, którą spotykam na ulicy. Mężczyźni nieśmiało zaczynają konwersację z przewodnikiem setera, rzucając uwagę o tym “jak on wspaniale biega”. Pary stwierdzają, że “koniecznie takiego właśnie muszą kupić”, bo przecież dom bez dodającego mu blasku setera nie jest prawdziwym domem. Kobiety zaś z entuzjazmem krzyczą, że “to właśnie na taki kolor muszą pofarbować sobie włosy”, po czym wszyscy - przewodnik, seter i przyszła klientka najbliższego salonu fryzjerskiego robią sobie wspólne zdjęcie (serio, serio!). Pewnie nie muszę dodawać, że ze względu na swoje piękno właśnie seter irlandzki jest doskonałym psem dla osoby samotnej - nie ma lepszego sposobu na podryw niż spacer z irlandem! Wystarczy zrobić krótką rundkę między blokami, by swój randkowy kalendarz wypełnić na cały tydzień. Co zrozumiałe, seterów irlandzkich nie poleca się kobietom w stałych związkach - z takim psem strach wypuścić chłopa na spacer bez nadzoru.
Piękny Quinniver's Old Time Rock'n'Roll z właścicielką i handlerką Martą P., której dziękuję za zgodę na publikację zdjęć.
2. Naturalny switch off
Seter irlandzki to pies niesamowicie aktywny, o ogromnej potrzebie ruchu - nic nie cieszy go tak, jak możliwość swobodnego biegania i buszowania po polach. Chyba, że akurat śpi. Spanie jest bowiem, zaraz po bieganiu, ukochaną rozrywką irlandów, którą zaczynają uprawiać natychmiast, kiedy znajdą się w zamkniętym pomieszczeniu. Przy tym spać mogą naprawdę długo, jeśli tylko zapewni się im do tego odpowiednią dawkę spacerów. Setera nie trzeba uczyć odpoczywania w domu. On ma to w genach i zaraz po przekroczeniu progu mieszkania z wulkanu energii zmienia się w ciapowatego kanapowca. Pies, który jeszcze przed chwilą rozwijał na prostej prędkość bliską prędkości światła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmienia się w egzemplarz, który za jedyną słuszną i możliwą do wykonania czynność uznaje leżenie do góry brzuchem. Najlepiej na kanapie, ale od biedy i miękki dywan może się do tego nadać. Chcesz w domu zrobić seterowi sesję treningową? Poćwiczyć dynamiczne, precyzyjne zmiany pozycji w środowisku pozbawionym rozproszeń? Powodzenia!

3. Czy tu na pewno mieszka pies?
Kiedy pierwszy raz pojechałam w towarzystwie T. do domu rodzinnego po kilku dniach od naszego przyjazdu zapytano mnie, czy ten pies w ogóle umie szczekać. Zapewniam, że tak - robi to jednak w zasadzie tylko wtedy, kiedy bawi się w berka z innymi psami lub próbuje dogonić zdobycz w postaci bezczelnej wrony. W innym wypadku - cisza. Jasne, raz na ruski rok zdarza się jej otworzyć pysk także w domu, jednak trzeba przyznać, że są to wyjątkowo ciche psy. Marzy Ci się duży pies, ale obawiasz się reakcji sąsiadów? Spraw sobie setera irlandzkiego! Zapewniam, że będziesz zachwycony. Ci, którzy mieszkają z Tobą przez ścianę także.

4. Miłość i tęcza
Seter irlandzki jest psem zupełnie pozbawionym agresji. Przy czym warto uświadomić sobie, że w tym wypadku, kiedy piszę “zupełnie”, rzeczywiście mam na myśli “zupełnie” - żeby nie powiedzieć “ZUPEŁNIE”. Agresja to w przypadku irlanda (jeżeli nie doświadczył w przeszłości żadnej traumy) pojęcie, które mogłoby nie istnieć. Zamiast niej w rasowym pakiecie otrzymujemy łagodność, prezentowaną dosłownie w każdej sytuacji. Pewien wyjątek stanowią kontakty z przedstawicielami naszego dwunożnego gatunku. W starciu z człowiekiem łagodność setera zmienia się bowiem w szaloną, iście tęczową miłość. Z dokładnie taką samą radością przywita przyjaciela rodziny, co złodzieja, czy potencjalnego gwałciciela nagle wyskakującego z krzaków podczas nocnego spaceru. Nie będzie merdał ogonem, ale całym ciałem i to z takim zawziętym entuzjazmem, że gdyby nie utrzymująca go na tym ziemskim łez padole smycz pewnie wyleciałby na orbitę, robiąc przy tym wiadomo co tęczą.

5. Aktywność dla leniwych
Wbrew pozorom pies o dużej potrzebie ruchu wcale nie musi wymagać od właściciela kreatywności w organizowaniu spacerów, czy regularnych treningów sportowych. Seter irlandzki jest na to doskonałym przykładem. To pies, którego edukację można by ograniczyć do nauki przywołania, a następnie pozostawić go w polu samemu sobie. Nic bowiem nie sprawia mu radości porównywalnej do tej, jaką daje swobodne bieganie. Nieważne, czy chodzi o rozległą łąkę, czy o zwykły osiedlowy skwer. Irland najszczęśliwszy jest ruchu, gdy nie ogranicza go żadna smycz, kiedy może rozwinąć pełną prędkość. A że za umiłowaniem do biegania idzie nieziemska wytrzymałość, kiedy seter oddaje się swojej ulubionej aktywności jego pozostawiony samemu sobie przewodnik bez problemu zdąży uciąć sobie dłuższą pogawędkę przez telefon lub przeczytać gazetę. W całości. Jeżeli jednak, zamiast spędzać czas na spokojnej lekturze, będzie próbował uwiecznić wspólne spacery na zdjęciach powinien liczyć się z utratą wewnętrznego zen.

piątek, 6 marca 2015

5 najlepszych psich fast foodów

Uwaga! Przedstawione tu specjały nie mogą w żadnym wypadku stanowić podstawy psiej diety!

Czasami udaje mi się popracować z T. na nagrodę socjalną lub zabawkę, jednak bez wątpienia to smakołyki stanowią podstawę naszych treningów i sesji szkoleniowych. A że ruda jest wybredną bestią i na byle psie ciastka nie pójdzie, zwykle jestem zmuszona żonglować takim jedzeniem, które znacząco odbiega od żywieniowych standardów, jakie życzyłabym sobie utrzymać - im mniej wartości odżywczych, tym lepiej. Poniżej przedstawiam Wam krótką listę naszych treningowych hitów - psich fast foodów, które jak nic innego potrafią skłonić psa do współpracy.
1. Pasztet Profi
Ten cud sztuki kulinarnej odkryłam zupełnie przez przypadek, kiedy podczas zajęć T. nagle zaczęła wykazywać zaskakujące zainteresowanie samochodem naszej trenerki. Szybko okazało się, że to nie o auto chodziło, ale o otwarte opakowanie z pasztetem, leżące na dachu wozu. T. należy do tych psów, które mogą żyć napędzane jedynie miłością do świata i możliwością swobodnego biegania, domyślacie się więc, że tamta sytuacja była dla mnie sporym zaskoczeniem. Oczywiście, po treningu natychmiast popędziłam do sklepu, aby zaopatrzyć się w zapas specjału Profi.
Niestety, wkrótce wyszły na jaw liczne wady związane z używaniem pasztetu podczas szkolenia. Bez względu na to, w jaką ilość wilgotnych chusteczek jest się zaopatrzonym i jak bardzo uważa się, aby wszędzie wokoło nie rozsiewać brązowych, pasztetowych smug próby utrzymania czystości są z góry skazane na porażkę. Pasztetem umazane jest po prostu wszystko, od psiego pyska, przez obrożę i smycz, po rękawy kurtki. Tempo powrotu psa na komendę rekompensuje mi jednak te niedogodności. Z nawiązką. Dużą.

2. Parówki
Szkoleniowy klasyk, używany chyba przez wszystkich psich przewodników. Zdaniem T. najlepsze są te najtańsze, które na 100% nie zawierają choćby grama prawdziwego mięsa, za to nafaszerowane zostały chyba całą tablicą Mendelejewa w postaci rozmaitych konserwantów i ulepszaczy smaku. Mniam!
Zalety parówek kończą się jednak, kiedy przychodzi do utrzymania we względnej czystości szkoleniowej nerki. Kawałki pokrojonej parówki wchodzą w zakamarki pomiędzy szwami saszetki i potrafią trwać w ten sposób niezauważone nawet przez kilka dni - do momentu, gdy intensywny zapach nie pozwoli już, aby je przeoczyć.

3. Frolic
Chyba żaden świadomy psi przewodnik nie pozwala, aby do miski jego psa czworonożnego ulubieńca trafiały dostępne w marketach karmy, których składy zwykle pozostawiają naprawdę wiele do życzenia. Spokojna głowa, ja również na to nie pozwalam! T. Frolica dostaje jedynie z ręki podczas treningów. To smakołyk prawie idealny. Ma obłędnie długi termin przydatności do spożycia, a na dodatek jest na tyle miękki, że pojedyncze kółeczko można łatwo palcami połamać na cztery lub nawet więcej mniejszych kawałków. Jest też jednak na tyle twardy, że aby go pochłonąć pies musi kilka razy ruszyć szczęką, a co za idzie - może wybić się z koncentracji.

4. Chappi w paskach
To najprawdziwsze złoto w foliowym opakowaniu, a nie smakołyk! Nie zawiera absolutnie żadnych wartościowych składników odżywczych, co oznacza oczywiście, że jest najpyszniejszy na świecie, a do tego szalenie łatwy w użyciu. Kompaktowe paski idealnie mieszczą się do treningowej nerki, są mięciutkie i łatwo łamie się je na mniejsze kawałki. Kruszą się przy tym nieziemsko, a po użyciu pasków Chappi malutkie brązowe okruszki walają się wszędzie co najmniej przez cały kolejny tydzień, to jednak tylko drobna niedogodność w obliczu licznych zalet. Pierwszy raz użyłam ich w trakcie warsztatów chodzenia przy nodze organizowanych przez klub Team Spirit i jestem pewna, że zagoszczą w naszym repertuarze na dłużej.

5. Żółty ser
Prawdziwy frykas, szczególnie, że serwowany jest niezmiernie rzadko, jako źródło substancji pierdogennych. Kiedy powietrze w domu jest tak aromatyczne, że można by kroić je nożem natychmiast wiadomo, co pies jadł podczas treningu.

piątek, 12 grudnia 2014

5 praktycznych prezentów dla psiarza

Z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt, na blogach pojawiło się mnóstwo list z propozycjami prezentów dla właścicieli psów. Większość z nich proponuje rozmaite gadżety ozdobione wizerunkami psów: kubki, poduszki, artykuły dekoracyjne do wnętrz. To sympatyczne i urocze, ale przy tym niezbyt praktyczne przedmioty. Postanowiłam więc swoim zwyczajem stanąć w opozycji do obowiązującego trendu i zaproponować Wam krótką listę prezentów, które przydadzą się w każdym zapsionym domu.

1. Bielizna termoaktywna na zimowe spacery
Są takie psy, które zimy nie lubią równie mocno, jak ludzie. Bez problemu akceptują to, że kiedy temperatura na zewnątrz spada poniżej zera spacery automatycznie stają się znacznie krótsze, żeby nie powiedzieć - fizjologiczne. Nie wiem, jak wasi czworonożni ulubieńcy, ale T. zdecydowanie do tej grupy nie należy, a długie spacery należy jej zapewniać o każdej porze roku, bez względu na pogodę. To w połączeniu z faktem, że prawdziwie ciepłe zimowe okrycia wierzchnie jest kupić niezmiernie ciężko skłoniło mnie do brania przykładu z narciarzy oraz biegaczy i na wyjątkowo zimnych lub wyjątkowo długich spacerach korzystania z bielizny termoaktywnej. Jestem pewna, że każdy psiarz z lubiącym spacery czworonogiem ucieszy się z takiego prezentu. W końcu ciepło podczas długich, zimowych wyjść oznacza mniej przeziębień, a mniej przeziębień automatycznie przekłada się na więcej spacerów, co oznacza, że i pańciostwo i pies będą z prezentu zadowoleni.

2. Szczotki i rolki do czyszczenia ubrań
To jedna z tych rzeczy, które zawsze są potrzebne i nigdy ich nie ma pod ręką. Szczotki oraz rolki do czyszczenia ubrań z psiej sierści mają tendencję do chowania się przed właścicielem prawie równie silną, co telefony komórkowe i klucze. Ile razy zdarzyło się Wam wchodzić “do ludzi” w swetrze, którego kolor był ledwie widoczny spod kłaków pupila, bo szczotka akurat postanowiła pobawić się w chowanego? Zdecydowanie to jedna z tych rzeczy, których nigdy dość. Macie zapsionego znajomego i zbędną europaletę szczotek do odkłaczania ubrań? Kwestia prezentu dla niego właśnie została rozwiązana.

3. Odkurzacz lub specjalistyczna miotła
Skoro o sierści mowa nie można nie wspomnieć o stanie dywanów i podłóg w mieszkaniach psiarzy. Psie kłaki - w zależności od wystroju wnętrza - albo wbijają się w dywan albo fruwają po parkiecie, niczym śmieszne, okrągłe krzaczki z westernów. W pewnym stopniu zaradzić mogą temu odpowiednie, nowoczesne odkurzacze lub specjalne miotły do zbierania sierści. Postawmy jednak sprawę jasno: właściciel psa zdecydowanie woli pojechać z pupilem na kolejne szkolenie, niż zafundować prezent sobie i swojemu lokum, zatem wspomniane wyżej ułatwienia mają do przebycia długą drogę nim trafią do jego domu. Na szczęście, można ją znacznie skrócić, dostarczając odkurzacz lub magiczną miotłę prosto pod psiarską choinkę.

4. Rękawiczki do obsługi smartphonów
To właściciele psów mają niezłego świra na punkcie swoich czworonogów jest rzeczą oczywistą. Zwykle objawia się on poprzez wydawaniu na psie potrzeby wszystkich pieniędzy oraz robieniem pupilowi milionów zdjęć. To ostatnie zimą jest nieco utrudnione. Nie każdy chce wynosić na mróz drogi sprzęt fotograficzny, zatem do uwieczniania najmilszych momentów zimowych spacerów pozostaje telefon komórkowy. Z ekranem dotykowym. Do obsługi którego trzeba zdjąć rękawiczki. Przy -10 stopniach. Nie ma mowy! Na szczęście, to wcale nie oznacza, że kolejne spacerowe sweet foty ukochanego pupila pojawią się dopiero wiosną, rozwiązanie problemu jest bowiem proste, a do tego niedrogie. IGlove! Ktoś - z pewnością geniusz - wpadł na pomysł produkowania rękawiczek umożliwiających obsługę ekranów dotykowych. To prezent, który ogrzeje nie tylko dłonie zmarzniętego psiarza, ale i serce - podczas oglądania dziesiątek zdjęć pupila radośnie tarzającego się w śniegu.

5. Elegancki ciuszek
Odkąd mam psa moja szafa coraz bardziej zapełnia się sportowymi ubraniami i butami, w których trudno pokazać się ludziom. Jak kurtki, to tylko takie, których nie szkoda, kiedy pies oprze się na mnie ubłoconymi łapami. Jak buty to tylko takie wygodne, w których można przemierzyć długie kilometry bez względu na pogodę. Jak trzeba wyjść do ludzi zawsze pada sakramentalne “nie mam się w co ubrać”. Nie wyobrażajcie sobie jednak kobiety, która stoi przed drzwiami szafy wypełnionej po brzegi sukienkami i szpilkami. Pomyślcie raczej o takiej trzymającej w jednej ręce kalosze i wyciągnięty sweter, a w drugiej zimowe trepy i czapkę leśnika. Domyślam się, że nie jestem w tej kwestii odosobniona i każdy psiarz z pewnością ucieszy się, dostając w prezencie jakąś reprezentacyjną sztukę odzieży. Szczególnie, że jest to coś, na co zawsze brakuje środków w obliczu ważniejszych wydatków - jak seminaria, szkolenia, czy nowe zabawki dla pupila.

Bonusowa 6. To już ostatni wpis z propozycjami prezentów, bo prawdę mówiąc, nie przepadam za tego rodzaju tekstami. W dużej mierze sprowadzają się one do szufladkowania ludzi ze względu na uprawiane przez nich aktywności i wyszukiwania związanych z tymi aktywnościami gadżetów, zwykle zresztą nieszczególnie potrzebnych. Psiarz to też człowiek. Zapewniam, że jeżeli lubi dobrą literaturę ucieszy się z fajnej powieści, niekoniecznie z psem w roli głównej. Melomana powinny uradować bilety na koncert, a muzyka wcale nie musi zawierać w sobie nut dalekiego wycia wilka. Ot i wszystko. Prezent to sprawa bardzo indywidualna i wybierając go lepiej kierować się intuicją, znajomością obdarowywanej osoby niż gotowymi listami. Udanych świątecznych zakupów!

photo credit: markus spiske via photopin cc

piątek, 5 grudnia 2014

5 psich prezentów, które nic nie kosztują

Dla wielu z nas pies jest członkiem rodziny. W związku z tym również jego imię zostaje włączone na listę osób, które jutro znajdą pozostawiony przez świętego Mikołaja prezent. Tak się jednak składa, że staruszek w czerwonym kubraku - mimo iż wspierany przez stado wiecznie zapracowanych elfów - ma znikome możliwości, jeżeli chodzi o sprawienie naprawdę fajnego prezentu czworonożnemu “klientowi”. W tym względzie zdecydowanie większe możliwości ma opiekun psa, który - zamiast kupować kolejne drogie akcesoria i zabawki - może podarować swojemu czworonożnemu przyjacielowi najcenniejszą rzecz, jaką posiada. Swój czas. Dobrze o tym pamiętać, szczególnie, kiedy aura za oknem raczej zniechęca do aktywności.

1. Ciekawy spacer
Grudzień wprawdzie przywitał nas chłodem i mrozem, ale to wcale nie oznacza, że trzeba zrezygnować z ciekawych spacerów. Wycieczka w nowe, pełne interesujących zapachów miejsce będzie doskonałym prezentem dla każdego psa. Szczególnie, jeżeli ukochany opiekun zostawi w domu telefon, aby nic nie odciągało go od cieszenia się czasem spędzonym wspólnie z czworonogiem. Fajnych tras spacerowych wcale nie trzeba szukać daleko od domu. Czasem wystarczy skręcić w prawo, tam gdzie zwykle skręcamy w lewo, aby znaleźć się w zupełnie innym świecie. Spacer można urozmaicić wchodzeniem na różnego rodzaju przedmioty (pnie powalonych drzew, murki), powtórką dotychczas poznanych komend lub zabawą. Ważne, żeby swoją uwagę w 100% poświęcić psu. Kilka fajnych miejsc spacerowych znajdziecie na tym blogu pod etykietą spacerownik.

2. Wizyta w nowym miejscu
To opcja dla tych, którzy nie lubią marznąć, ale mimo to chcieliby zafundować swojemu psu trochę wrażeń. W dużych miastach jest coraz więcej miejsc, do których można wejść z psem: kawiarni, pubów, galerii handlowych i sklepów. Dzięki ich istnieniu można połączyć przyjemne z pożytecznym i sprawić prezent zarówno sobie, jak i swojemu psu. Najpierw spacer do wybranej knajpki, a potem nowe, ciekawe zapachy dla czworonoga i pyszna, cieplutka kawa dla pańci. Oczywiście, to rozwiązanie tylko dla tych psów, w których tłok i miejskich zgiełk nie powodują nadmiernego stresu. Listę miejsc przyjaznych psom wraz z mapką, w której powstaniu maczał palce P. możecie podejrzeć na blogu Pies w Warszawie.

3. Zabawa w domu
Często jest tak, że od specjalistycznych zabawek zaprojektowanych przez najwyższej klasy specjalistów, zrobionych z ekologicznych i trwałych materiałów psy wolą przedmioty codziennego użytku. T. na przykład zdecydowanie większym uczuciem darzy kartonowe pudełka po butach i puste butelki, niż gumowe gryzaki, czyszczące zęby i dodające +5 punktów do psiego IQ. Zamiast w trosce o porządek w mieszkaniu zabierać psu wyżej wspomniane skarby można pogodzić się z koniecznością sprzątania i dobrze je wykorzystać. Takie domowej roboty gryzaki powinny dać psu sporo radości, a także zająć go na jakiś czas (możemy wtedy, na przykład, upiec psie ciasteczka). Do ich wykonania świetnie nadadzą się puste butelki po wodzie mineralnej, kartonowe pudełka i rolki po papierze toaletowym, które można podziurawić, a następnie wypełnić karmą lub psimi ciastkami. Satysfakcja gwarantowana.

4. Wspólna nauka
Gdy za oknem hula mroźny wiatr, który całkowicie odbiera ochotę na spacery zarówno psu, jak i jego przewodnikowi nie pozostaje nic innego, jak cieszenie się swoim towarzystwem w ciepłych czterech ścianach. Na przykład, podczas przyswajania tajników wykonania nowej sztuczki. Nauka w domu to świetny sposób na zmęczenie psa w niepogodę, kiedy trudno się nam zdobyć na spacer dłuższy, niż czysto fizjologiczny. Jako, że dla większości psów spacer jest często najciekawszym, najbardziej intensywnym elementem codziennej rutyny, przyjemne i jednocześnie męczące szare komórki spędzanie czasu z ukochanym człowiekiem z pewnością będzie bardzo atrakcyjnym prezentem. Nim weźmiemy się do pracy warto zastanowić się, czego oczekujemy od psa, a także, czy dana sztuczka nie jest dla niego za trudna, tak, aby nauka rzeczywiście była przyjemnością dla obu stron. Fajny poradnik, dotyczący sztuczkowania znajdziecie na blogu Psi kawałek internetu.

5. Odrobina lenistwa
Jest tu ktoś, kto nie lubi leżeć na kanapie przytulony do ukochanej kupy futra? Tak myślałam. Ja to uwielbiam i to nawet wtedy, kiedy 25-kilogramowa T. kładzie się na mnie całym swoim ciężarem, sprawiając, że ledwie mogę oddychać. Mimo wszystko, nie ma to, jak udawać, że czyta się książkę lub ogląda film, kiedy tak naprawdę jest się w pełni skoncentrowanym na głaskaniu mięciutkiej, psiej sierści. Sobie i Wam życzę jak najwięcej takich przyjemnych chwil.

piątek, 26 września 2014

5 nietypowych umiejętności psiego przewodnika

Podczas swojego życia z psem przekonałam się, że jest kilka nietypowych umiejętności, które są niebywale przydatne przy wychowywaniu psa. Naprawdę uważam, że właścicieli czworonogów powinno uczyć się ich przy okazji szkoleń z zakresu posłuszeństwa i psich sportów.

1. Buchtowanie liny
Niesamowicie przydatne, jeżeli używamy 20-metrowej linki treningowej, na przykład podczas nauki przywołania. Umiejętne i szybkie buchtowanie liny sprawi, że ani pies ani jego przewodnik nie zaplączą się w tę przydługą smycz i po spacerze będą mogli w jednym kawałku dotrzeć do domu - przyznacie zatem, że jest to zdolność warta opanowania. Mnie samej jednak natura poskąpiła talentów do prac związanych z życiem na morzu toteż lina treningowa jest obsługiwana przez dwie osoby: ja kontroluję co robi pies przyczepiony do końca numer jeden, P. natomiast zwija sznur, żebym nie zabiła się o koniec numer dwa.

2. Asertywność
O tym, że ludzie traktują cudze psy, jak dobro publiczne, z którego każdy ma prawo korzystać kiedy mu się podoba i jak mu się podoba pisałam nie jeden raz. Wciąż borykam się z nieustannie wyciągniętymi do głaskania rękami, cmokaniem i próbami przywołania - na szczęście zwykle całkowicie nieskutecznymi. Jak w takiej sytuacji szkolić psa? Jak nauczyć go spokojnego maszerowania na smyczy w obecności innych ludzi? Jak wpoić mu umiejętność ignorowania obcych? Odpowiedź jest prosta i zarazem smutna - z trudem. Ów mozolny proces może wspomóc jednak zdrowa doza (żeby nie powiedzieć: nieprzebyte morze) asertywności. Ktoś zaczepia Twojego czworonoga? Nie milcz, reaguj. Zwykle “Proszę zostawić mojego psa w spokoju” załatwia sprawę. Oczywiście, zwykle pojawiają się wtedy nieprzyjemne komentarze ze strony urażonego cmokacza, ale przynajmniej nasz pupil ma święty spokój.

3. Sokoli wzrok
Prawdziwy psiarz ma oczy dookoła głowy. Potrafi przed swoim pupilem wypatrzeć agresywnego psa sąsiada, dzięki czemu będzie można w porę zmienić trasę spaceru, interesującą kupę, która aż prosi się, aby się w niej wytarzać lub spleśniałe resztki jedzenia wyrzucone przez kogoś na trawnik, które - jak powszechnie wiadomo - smakują lepiej niż najwyższej jakości karma. Przed psim przewodnikiem nic się nie ukryje, nawet jeżeli któraś z wymienionych niespodzianek czai się w odległych krzakach lub wysokiej trawie.

4. Rozmowy o… kupie
Na początkowym etapie życia z T. zarzekałam się, że nigdy nie stanę się jednym z tych psiarzy, który z pełną powagą konwersuje podczas spacerów (i nie tylko) o tym, jakiej jakości gie zrobił pies w dniu dzisiejszym i czy od tego wczorajszego różni się na plus, czy na minus. Asertywność jest jednak umiejętnością wybiórczą. Udało mi się wykształcić ją w kwestiach związanych z ochroną mojego psa przed nachalnymi spacerowiczami, jednak w żaden sposób nie dotyka ona kwestii kupy - o tej bowiem jestem w stanie rozmawiać naprawdę długo, analizując przy tym wpływ karmy na kolor i konsystencję wydaliny. Jak widać, psiarz przed pewnymi rzeczami nie ucieknie.

5. Pajacowanie
Każdy, kto kiedykolwiek próbował uczyć psa przywołania i przekonać go, że to właśnie w okolicy kolan przewodnika odbywa się najlepsza impreza z pewnością doskonale wie, co mam na myśli. Piski i krzyki. Dziki sprint w przeciwnym kierunku. Padanie na ziemię i udawanie rannego. Nic dziwnego, że psiarze jako grupa społeczna nie budzą szczególnego zaufania społecznego.

Bonusowa 6. Wielozadaniowość
W życiu z psem przydatna jest w każdych warunkach, zarówno w domu, jak i na spacerze. Trenowanie z pupilem, jednoczesne kontrolowanie tego, co dzieje się wokoło i odbieranie telefonów od zaniepokojonych członków rodziny, którzy chcą upewnić się, że siedzenie w parku przez 2 godziny na pewno jest normalne - to pestka dla prawdziwego psiego przewodnika.
photo credit: Daquella manera via photopin cc

piątek, 15 sierpnia 2014

5 mitów o posiadaniu psa

Pamiętam, że dawno, dawno temu, kiedy zawzięcie próbowałam namówić rodziców na psa ich odmowa zawsze była poparta długą litanią problemów, jakie powoduje pojawienie się czworonożnego domownika w życiu rodziny. Teraz, gdy od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą właścicielką T. wiem, że przynajmniej część z nich można włożyć między bajki.

1. Pierwszy spacer koniecznie o 6 rano
Ze wstydem przyznaję, że nigdy nie byłam fanką wczesnego wstawania. Aby móc normalnie funkcjonować nie muszę wprawdzie codziennie spać do południa, jednak wspomniana 6 rano to dla mnie po prostu środek nocy. Doskonale wiedziała o tym moja mama, która - kiedy po raz tysięczny prosiłam ją o psa - przekonywała mnie, że najlepszy przyjaciel człowieka na pierwszy spacer każdego dnia musi wychodzić bladym świtem, w przeciwnym razie bowiem będzie niezwykle nieszczęśliwy. Wszyscy rodzice świata, niniejszym odbieram Wam ten absurdalny argument: pies z łatwością dostosowuje się do codziennej rutyny swojej rodziny i na pierwszy spacer może wychodzić zarówno o 5 rano, jak i o 11 w południe. T. jest świetnym tego przykładem: w hodowli została przyzwyczajona do tego, że wstaje wraz z pierwszymi promieniami Słońca, toteż - ku mojemu przerażeniu - nasz pierwszy, wspólny, poranny spacer odbył się o 4.30. Na szczęście, dość szybko udało się nam przekonać T., że 8, czy 9 rano to równie dobre godziny na pierwsze w danym dniu wąchanie osiedlowej trawki. Nie wymagało to też jakiejś szczególnej szkoleniowej gimnastyki - wystarczyło codziennie odrobinę opóźniać godzinę rozpoczęcia porannego spaceru. Obecnie T. w weekendy bez problemu może poczekać nawet do południa.

2. Pracujesz, więc nie możesz mieć psa
Często, kiedy rozmawiam z kimś, komu marzy się pies, okazuje się, że dana osoba nie decyduje się na sprawienie sobie zwierzaka, bo pracuje na pełny etat i jest przekonana, iż zostawienie go samego w domu na 8 godzin to co najmniej akt okrucieństwa. Tymczasem, podobnie, jak w kwestii godzin spacerów, dla zwierzaka wszystko jest kwestią odpowiedniego przyzwyczajenia do sytuacji i dobrego planowania spacerów. Psa można bez problemu przyzwyczaić do tego, że rano wychodzi na krótki spacer “fizjologiczny”, a pod nieobecność właściciela grzecznie śpi na swoim posłaniu lub w klatce kennelowej. Trzeba jednak pamiętać o tym, że po powrocie do domu należy zafundować mu wspaniały, pełen wrażeń spacer, na którym będzie mógł się zmęczyć, wybiegać i rozładować zgromadzoną przez cały dzień energię. Naprawdę, łączenie posiadania psa z pracą zawodową to nic niezwykłego, czy nagannego. Po pierwsze, ktoś w tym związku musi zarabiać na karmę, smakołyki i inne przyjemności. Trudno oczekiwać, aby zajmował się tym pies. Po drugie, najważniejsze: lepsze 8 godzin spędzonych samotnie w domu, niż 24 godziny w schroniskowym boksie!

3. Pies tylko do domu z ogrodem
Wiele osób uważa, że trzymanie psa w małym mieszkaniu w bloku to barbarzyństwo, zwłaszcza, jeżeli mowa o przedstawicielach dużych ras. Każdy, kto decyduje się na psa, a przy tym nie dysponuje odpowiednimi warunkami lokalowymi, a więc domem z wielkim ogrodem, robi zwierzęciu krzywdę. Prawda jest taka, że dom z ogrodem może być z perspektywy psa zarówno zaletą, jak i przekleństwem. O co chodzi? Dla psa nie liczą się warunki lokalowe właściciela, ale to ile poświęca mu się czasu, jak wiele zapewnia mu się interesujących spacerów i kontaktu z człowiekiem. Posiadanie domu z ogrodem zachęca właściciela czworonoga do lenistwa w tych najważniejszych kwestiach: pada, więc dziś wyjątkowo odpuszczę spacer, niech pies pobiega sam po ogrodzie. Z czasem takich wyjątków jest coraz więcej: a to zbyt ciepło, a to zbyt zimno, a to zbyt wietrznie. W końcu pies w ogóle przestaje wychodzić na spacery. Wydaje się, że skoro ma do dyspozycji duży ogród to nie dzieje mu się krzywda, jednak to nieprawda. Dla zwierzaka teren należący do domu jego właścicieli jest jak kolejny pokój, tymczasem, aby poprawnie funkcjonować potrzebuje on nowych zapachów i bodźców, które może zapewnić jedynie spacer i związane z nim poznawanie nowych miejsc oraz socjalizacja z innymi psami. Osoba, która razem ze swoim psem mieszka w bloku nie może pozwolić sobie na tego rodzaju lenistwo: musi sama bez względu na pogodę i inne okoliczności zadbać o zrealizowanie potrzeby ruchu swojego czworonożnego przyjaciela. Przez to często psy “mieszkaniowe” są lepiej zsocjalizowane, wybiegane, a także mają lepszy kontakt z właścicielem, niż psy “domowo-ogrodowe”. Każdy kto decyduje się na psa powinien pamiętać, że nie liczą się warunki lokalowe, ale poświęcony zwierzakowi, spędzony wspólnie z nim czas.

4. Mały piesek jest jak maskotka
O ile jestem w stanie na jakimś poziomie zgodzić się z popularnym stwierdzeniem, że mały pies to mały kłopot, bo po prostu zwierza, który waży 2 kilogramy fizycznie łatwiej jest opanować, niż zwierza, który waży kilogramów 20, o tyle okropnie drażni mnie powszechne traktowanie przedstawicieli małych ras niczym pluszowych przytulanek. Gdy po raz kolejny widzę yorka, czy maltańczyka w “eleganckim” ubranku i noszonego wszędzie w torebce jest mi smutno. Podobnie, kiedy taki piesek spaceruje na smyczy, a jego właściciele na widok mojego “wielkiego psa-mordercy” ratują go, biorąc na ręce. Gdy natomiast kolejny raz takie “pluszowe cudo” rzuca się na mojego psa z zębami, a jego właściciel tłumaczy, że “on jest przecież taki słodki i nic nie zrobi” jestem po prostu wściekła. Pies to pies. Bez względu na to, jakiego jest rozmiaru trzeba go odpowiednio zsocjalizować (a nie unikać kontaktu z jakimkolwiek innym psem, bo maleństwo na pewno tego nie przeżyje), nauczyć poprawnych zachowań (rzucanie się z wściekłym ujadaniem na wszystko i wszystkich nie jest poprawne) i poświęcić czas oraz energię na jego wychowanie (bo nawet, jeżeli wyglądem przypomina maskotkę, to nie można go wyłączyć i odłożyć na półkę), a także dać mu się wybiegać podczas spacerów (a nie wszędzie nosić w torebce). Z moich obserwacji wynika, że małe pieski to zakały czworonożnego świata, czy też - ich właściciele, którzy zamiast traktować je, jak żywe stworzenia o określonych potrzebach widzą w nich jedynie urocze, kruche i aż za łatwe do zniszczenia przytulanki. Efekt jest taki, że bardziej obawiam się, iż ugryzie mnie york, niż pitbull.

5. Zepsute wakacje
“Chcesz kupić/adoptować psa? Będzie tylko przeszkadzał! Co zamierzasz zrobić z nim np. w wakacje?” - z pewnością każdy psiarz in spe przed pojawieniem się w domu nowego, czworonożnego członka rodziny chociaż raz usłyszał ten argument. Ta - jakże często przejawiana - troska o wakacyjne wyjazdy jest o tyle dziwna, że obecnie dostępnych jest naprawdę wiele rozwiązań zarówno dla osób, które pragną spędzić urlop z psem, jak i tych, które wolą podróżować same. O opiekę nad pupilem można poprosić rodzinę lub przyjaciół, można psa umieścić w hotelu dla zwierząt lub zatrudnić pet sittera. Wreszcie, można po prostu zabrać go ze sobą i cieszyć się urlopem w towarzystwie 4 łap. Większość psów, jeżeli zostały do tego odpowiednio przyzwyczajone, bez problemów jeździ samochodem lub pociągiem. Przedstawiciele małych ras mogą podróżować z właścicielem na pokładzie samolotu. Coraz więcej jest campingów, pensjonatów i hoteli, które nie tylko przyjmują gości ze zwierzętami, ale nawet nie pobierają za nie dodatkowych opłat. Zorganizowanie opieki dla zwierzaka lub wyjazdu przystosowanego do czworonoga to naprawdę żaden kłopot. Wystarczy odrobina zaangażowania i wysiłku. Oczywiście, odpowiednie przemyślenie wszelkiego rodzaju ewentualnych problemów przed pojawieniem się w domu psa jest jak najbardziej wskazane, trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego tak wiele osób koncentruje się akurat na kwestii wakacji. Dlaczego zamiast pytać o wyjazdy nie pytamy na przykład o problemy behawioralne?


photo credit: thepatrick via photopin cc

piątek, 18 lipca 2014

5 nietypowych zabawek mojego psa

Uważni czytelnicy z pewnością pamiętają, że T. nie jest szczególnie zainteresowana zabawkami, wspominałam wszak o tym kilkukrotnie. Nie jest to jednak prawda, a przynajmniej - nie do końca. T., owszem, standardowe, psie zabawki przede wszystkim lekceważy, lubi natomiast samodzielnie wybierać sobie przedmioty do zabawy spośród wszystkiego, co można znaleźć w domu. Poniżej przedstawiam 5 najfajniejszych przedmiotów codziennego użytku z jej psiej perspektywy.

1. Skarpetki
T. ma kilka sznurków-szarpaków, a także uniwersalny aport-szarpak firmy Julius K9, jednak jej zdaniem nie istnieje lepszy gadżet do zabawy w przeciągnie niż… skarpetki. To część garderoby, która cieszy się wyjątkowym zainteresowaniem z jej strony. W wieku kilku miesięcy, namiętnie podkradała świeżo wyprane skarpetki z suszarki, obecnie zaś ma swoją starą, frotową skarpetę, z którą wędruje po całym mieszkaniu.

2. Kartonowe pudełka 
Rozmaite gryzaki - w tym Kong - w naszym przypadku zupełnie nie zdały egzaminu. Szczególnie zawiedziona byłam kompletnym lekceważeniem Konga, który nie był dla T. atrakcyjny nawet wtedy, kiedy wypełniały go najlepsze frykasy. Zamiast wydobywać z gumowej gruszki karmę, kawałki mięsa, czy psie ciasteczka T. woli zmienić w strzępy na przykład pudełko po butach. 

3. Foliowe torebki
Wszystkie zachęcająco szeleszczące siatki i woreczki to dla T. kuszące łupy. Zagryzanie ich na śmierć jest co najmniej równie przyjemne, jak mordowanie kartonów, ale jednocześnie znacznie bardziej niebezpieczne, toteż tego rodzaju zdobycze staramy się usuwać jej z drogi. Niestety, nie zawsze się to udaje, dlatego czasem po powrocie do domu zbieramy walające się po dywanie foliowe strzępki. Na szczęście, smakowo siatki zupełnie T. nie odpowiadają.

4. Plastikowe butelki
Kolejna rzecz wydająca interesujące dźwięki podczas obróbki zębami, znacznie ciekawsza od rozmaitych zabawek i gryzaków. Należę do osób, które czują się nieszczęśliwe, kiedy w domu nie parkuje zgrzewka wody mineralnej, dzięki czemu T. z łatwością może realizować swoją miłość do plastiku.

5. Stare spodnie dresowe
Uszyte z polaru, nieziemsko sprane i bardzo wiekowe dresowe spodnie, które jeszcze niedawno nieźle nadawały się na poranne spacery, obecnie służą T. za… przytulankę. Często mówi się o tym, że na wyjazdy dobrze jest do psiej walizki zapakować ulubiony kocyk zwierzaka, tak, aby nawet w podróży miał ze sobą kawałek domu. T. nie ma takiego kocyka - jego funkcję pełnią wspomniane spodnie, które służą psu za kołderkę, poduszkę i przytulankę w jednym.

T. grzecznie pozuje ze swoją ostatnią ofiarą...
...szybko jednak wraca do przerwanej czynności.
Dezintegracja to satysfakcja.

piątek, 4 lipca 2014

5 najfajniejszych filmów o psach

Opieka nad czworonożnym przyjacielem to przede wszystkim spacery i szkolenia, jednak od czasu do czasu można zrobić sobie chwilę przerwy od intensywnego psiarzowania - na przykład, aby ułożyć się wygodnie na kanapie i obejrzeć film. Rzecz jasna, o psach!

1. Mr Hublot
Reżyseria: Laurent Witz i Alexsandre Espigares
Francuski film krótkometrażowy, zdobywca nagrody Oskara za rok 2013. W wyjątkowo uroczy sposób opowiada historię, z którą pośrednio lub bezpośrednio zetknął się chyba każdy z nas: uroczy, mały piesek adoptowany pod wpływem impulsu zaczyna rosnąć. I nie wydaje się, aby zamierzał kiedykolwiek przestać. W prawdziwym życiu tego rodzaju historie, niestety!, często kończą się smutno: w schronisku. Co ze swoim przydużym pupilem zrobi Mr Hublot możecie przekonać się, oglądając film.

2. 101 dalmatyńczyków
Reżyseria: Hamilton Luske, Clyde Geronimi i Wolfang Reitherman
Jestem wielką fanką animacji ze studia Walta Disneya, poza tym “101 dalmatyńczyków” to chyba najsłynniejszy film animowany o psach, jaki kiedykolwiek powstał. Darzę go ogromnym sentymentem, bo oglądałam go wielokrotnie będąc jeszcze w wieku przedszkolnym. Oczywiście, jak chyba każdego widza, mnie również chwyciło za serce ogromne stado uroczych, biało-czarnych szczeniąt i ich równie pięknych, psich rodziców. Po latach doceniam też postawę ludzkich bohaterów filmu, którzy za wszelką cenę starali się odnaleźć i uratować swoje psiaki.

3. Wszystkie psy idą do nieba
Reżyseria: Don Bluth
Będąc dzieckiem uwielbiałam ten film. Po pierwsze, ze względu na uroczego kombinatora Charlie’ego, który był znacznie bardziej skomplikowaną postacią, niż czarno-biali bohaterowie ze stajni Disneya. Oczywiście, chociaż jego działania nie były jednoznaczne moralnie, to w gruncie rzeczy okazywał się istotą o złotym sercu, jak przystało na prawdziwego psa. O tym, że tak samo, jak Anne-Marie chciałam posiadać umiejętność rozmawiania ze zwierzętami pewnie nie muszę wspominać.

4. Wspaniały Red
Reżyseria: Norman Tokar
To dość wiekowa produkcja (1962), która może zmęczyć młodych widzów przyzwyczajonych do mnóstwa fajerwerków na ekranie, ale nie można jej pominąć, szczególnie na tym blogu. Tytułowy Red to piękny seter irlandzki, który zamiast - jak chce jego przewodnik - grzecznie stać w pozycji wystawowej i godnym kłusem biegać po ringu woli dać nogę i hasać po lasach. Teraz, patrząc na T., wiem, że trudno o wierniejsze przedstawienie upodobań tej rasy.

5. Piorun
Reżyseria: Chris Williams, Byron Howard
Jedna z animacji, które określam mianem postshrekowych, naznaczona charakterystycznym dla tego typu filmów poczuciem humoru, które bardzo lubię. Podziwianie popisów psiego super bohatera, który odkrywa, że rzeczywistość wcale nie jest taka, jak mu się wydawało doprowadziło mnie do bólu brzucha ze śmiechu. Piorun, tak samo, jak wspomniany wyżej Charlie, niewiele ma wspólnego z psem z krwi i kości, niemniej jest po prostu szalenie ujmujący.

piątek, 11 kwietnia 2014

5 denerwujących zachowań psiarzy

Jak pokazuje chociażby blogosfera jest wielu zaangażowanych, odpowiedzialnych psiarzy, którzy bardzo poważnie traktują potrzeby swoich pupili i niemal starają się przychylić im nieba. Mam jednak wrażenie, że w zestawieniu z ogółem ludzi posiadających psy to niewielka grupa - dziś przedstawiam kilka podpatrzonych zachowań większości, które chociaż bywają uznawane za polski standard nie powinny się zdarzać.

1. Karmienie cudzych czworonogów
Pozytywne szkolenie stało się w Polsce bardzo modne. Bez wątpienia taka sytuacja ma multum zalet, jednak, co może wydawać się zaskakujące, posiada również wady. Wielu psich przewodników wychodzi na każdy spacer z zapasem smakołyków, aby przy okazji utrwalać już poznane komendy i uczyć pupila nowych rzeczy - to się chwali. Niestety, w tej grupie jest naprawdę niemało osób, które po zakończonym treningu, kiedy ich piesek swobodnie biega po trawniku, pozbywają się zbędnych smakołyków karmiąc nimi cudze psy. To może wydawać się sympatyczne, ale jest po prostu niebezpieczne. Przede wszystkim, nie wiadomo, czy dany pies nie ma jakichś alergii pokarmowych i czy te konkretne smakołyki mu nie zaszkodzą. Druga sprawa to kwestie szkoleniowe: takie “nadprogramowe” dokarmianie uczy psa zaczepiania obcych ludzi. Pół biedy, gdy psiak siada na przeciwko przechodnia i wymownie na niego patrzy - cała bieda, kiedy skacze i opiera ubłocone łapki na jasnym, wiosennym płaszczu.

2. Nie sprzątanie po swoich psach
Wiem, że edukacja w narodzie postępuje, jednak postęp ów jest nad wyraz powolny i wciąż niewielu właścicieli sprząta po swoich psach. Z tego powodu zazwyczaj, bez względu na pogodę, zakładam na spacery kalosze - po prostu łatwiej z nich z nich zmyć ewentualne niespodzianki. Zdaję sobie sprawę z tego, że sprzątanie psich odchodów nie jest najprzyjemniejszą z możliwych czynności, a odpowiednich koszy na śmieci często trzeba się nieźle naszukać, mimo to uważam, że warto w ten sposób dbać o przestrzeń publiczną. w końcu nie jest ona ziemią niczyją, ale należy do wszystkich.

3. Zostawianie psa przed sklepem
Chyba każdy z nas nie jeden raz miał okazję obserwować przywiązane do barierek i ogrodzeń psiaki, czekające na swoich właścicieli aż skończą robić zakupy. Odnoszę wrażenie, że wiele osób traktuje spacer nie jako czynność podstawową, ale dodatkową, która odbywa się przy okazji - nie tylko wyjścia do sklepu, ale do dowolnego punktu usługowego, jak bank czy poczta. Bardzo mi się takie zachowanie nie podoba, z dwóch powodów. Pierwszy jest chyba bardziej oczywisty, a dotyczy w największej mierze właścicieli psów rasowych - pozostawienie czworonoga bez opieki to proszenie się o kradzież. Drugi obejmuje wszystkie psiaki. Sytuacja, w której pies jest pozostawiony sam sobie, przywiązany do czegoś, a zatem pozbawiony drogi ucieczki może być bardzo stresująca. Do tego dochodzą obcy ludzie, którzy mogą psa zaczepiać (z dobrymi lub złymi intencjami) - jeżeli nagle pies uzna, że należy się bronić, nieszczęście gotowe. Mam nadzieję, że o tym, jak bardzo niebezpieczne jest zostawianie psa w nagrzanym samochodzie (w końcu robi się coraz cieplej!) w ogóle nie muszę pisać.

4. Brak zrozumienia dla nie-psiarzy
Wiem, że nie-psiarze często nie wykazują się zrozumieniem dla psiarzy i ich pupili przez to ci ostatni niekoniecznie mają ochotę szanować potrzeby tych pierwszych - pewnie obie grupy są skazane na życie w wiecznym konflikcie. Mimo to myślę, że jest jedna rzecz, o której wszyscy powinniśmy pamiętać: są ludzie, którzy boją się psów. Mają złe doświadczenia, w przeszłości byli zaatakowani i pogryzieni przez agresywnego psa. Trzeba to uszanować i starać się zachować kontrolę nad swoim czworonogiem, nawet kiedy radośnie wącha trawkę. Tłumaczenie w stylu “on chciał się tylko przywitać” nie jest dobrą wymówką.

5. Niezajmowanie się psem podczas spaceru
Bywają właściciele, którzy są przekonani, że ich jedynym zadaniem dotyczącym spaceru jest umożliwienie go - założenie psu obroży, przypięcie mu smyczy oraz wyprowadzenie go z mieszkania na trawnik. Gdy to się stanie swój udział w spacerze uznają za skończony, a kolejnych kilkanaście czy kilkadziesiąt minut spędzają z nosem w książce lub przyklejeni do ekranu telefonu komórkowego. Tak być nie powinno - tak samo, jak swobodne bieganie i wąchanie trawki ważny podczas spaceru ważny jest kontakt z właścicielem, wspólna zabawa, czy trening.
photo credit: hugovk via photopin cc

piątek, 14 marca 2014

5 "mądrości" od ludzi z ulicy

Odkąd na skwerach i w parkach pojawiam się nie tylko po to, aby przez nie przejść po drodze do celu, ale przede wszystkim, by pozwolić wyładować T. drzemiącą w niej energię w trakcie spacerów zaczepiają mnie nieznajomi. Zarówno psiarze i nie-psiarze garną się do mnie, by - czy tego chcę czy nie chcę - raczyć mnie mądrościami, dotyczącymi zwłaszcza karmienia i wychowania psów. Poniżej przedstawiam 5 najciekawszych - chociaż niekoniecznie najbardziej pomocnych, czy prawdziwych - informacji, sugestii, czy pytań, jakie usłyszałam od przypadkowo spotkanych na ulicy osób.

1. “Macie państwo modelowego spaniela!”
T., jak pewnie zdążyliście zauważyć, to seter irlandzki - pies, którego w skrócie można opisać słowami duży, mahoniowy, z charakterystyczną grzywą. Młode, 3-4 miesięczne szczenięta różnią się jednak znacząco od dorosłych osobników, toteż od momentu odebrania T. z hodowli przez, mniej więcej, kolejne trzy miesiące na niemal każdym spacerze musiałam tłumaczyć, że to naprawdę nie jest spaniel. Zacytowany wcześniej komentarz, który padł z ust weterynarza podczas pierwszej wizyty w jednej z warszawskich lecznic, powracał do nas w rozmaitych wariantach i kombinacjach, jak choćby: “To spanielom nie obcina się już ogonów?” lub “Ale ona chyba nie jest rasowa, jest za duża, jak na spaniela”.

2. “Czy to jakaś mieszanka setera z chartem?”
T. jest jeszcze młoda, więc promieniuje miłością do całego świata, ze szczególnym uwzględnieniem innych czworonogów. Kiedy widzi jakiegoś psa, natychmiast wstępuje w nią chęć do zabawy, a gdy już dopadnie nowego obiektu uczuć biega wokół niego jak strzała, zachęcając do wspólnych harców. Owszem, ma niezłe tempo, ale na charta może najwyżej zaszczekać, kiedy jego ogon znika za zakrętem. To 100% setera w seterze.

3. “Czy ona aby nie jest za chuda?”
Tego typu komentarze słyszę dość często, bo wśród mocno utuczonych osiedlowych piesków T. wyróżnia się nienaganną figurą. Niestety, przekarmianie psów jest w wielu domach normą (pies dostaje karmę i “spadki” z ludzkiego stołu, które uda mu się wyżebrać) i w efekcie pies o poprawnej wadze wydaje się anomalią. W tym kontekście przypomina mi się historia wystawowego charta, którego właścicielce życzliwi sąsiedzi grozili systematycznie donosami do TOZ - przecież pies nie może być taki chudy, co znaczy, że jest głodzony.

4. “O jaki duży pies! Pewnie musi dużo biegać?”
Owszem, to się zgadza - T. mogłaby spędzać w parku całe godziny, biegając między drzewami. To, co denerwuje mnie w tym stwierdzeniu nie odnosi się do mojego psa, ale wszystkich innych, szczególnie przedstawicieli małych ras. Yorki, buldogi francuskie i maltańczyki oraz wszystkie inne małe pieski także potrzebują więcej ruchu, niż krótka “rundka wokół bloku”, tymczasem mam wrażenie, że wielu ludzi nie traktuje poważnie potrzeby ruchu małych psów. A przecież pies wybiegany to pies nie tylko szczęśliwy, ale i grzeczny.

5. “Idź pobaw się z pieskiem.”
Usłyszałam to zdanie dość dawno, ale mocno zapadło mi w pamięć, bo pokazuje ogromny brak odpowiedzialności. Zacytowane słowa wypowiedziała matka do swojego kilkuletniego dziecka, wskazując mu jednocześnie mojego psa. Chociaż stałam tuż obok T. nie zostałam zapytana, czy można ją pogłaskać. Panią - która najwyraźniej chciała na chwilę uciec od konieczności zabawiania swojej pociechy - nie interesowało, czy T. gryzie albo czy lubi dzieci. Potraktowała mnie, jakbym była niewidzialna i kazała swojemu dziecku bawić się z moim psem. Owszem, T. była wtedy jeszcze urocza i słodka, ale jednocześnie już dostatecznie duża i sprawna, żeby w wybuchu miłości i entuzjazmu np. przewrócić brzdąca. O tym, że gryzła wszystko i wszystkich w ramach ćwiczenia zębów mlecznych nie wspomnę.
T. z czasów "modelowego spaniela". Poniżej, dla porównania, obecnie - w wersji na "zabiedzonego setera".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...