Chyba każdy, komu przyszło mieszkać z psem w wielkim mieście ma czasem ochotę spakować manatki, chwycić w dłoń smycz i czym prędzej wyemigrować na wieś, gdzie życie jest prostsze, przestrzeni więcej, a trawa z pewnością ma bardziej soczysty kolor od tej rosnącej w najbliższym parku. Bywa, że wielkomiejski pies i jego człowiek nie mają lekko - to prawda, a przecież, aby poprawić ich byt wystarczyłoby kilka prostych udogodnień.
![]() |
| Pomnik psa w Toruniu. |
***
1. Infrastruktura ułatwiająca sprzątanie po psie
Nikt nie lubi stąpać po trawniku, niczym po polu minowym. Wbrew pozorom, właściciele psów również nie uważają takiej aktywności za przyjemną rozrywkę. Mimo to w miastach wiele jest parków, skwerów i trawników, na których więcej znajdziemy miękkich kamieni niż trawy. Z czego to wynika? Czasem ze zwykłego lenistwa. Innym razem ze źle pojętej godności, która zabrania się schylić, aby pozbierać nieczystość pozostawioną przez czworonożnego przyjaciela. Bardzo często bywa jednak tak, że chęć dbania o czystość wspólnej przestrzeni znika w obliczu zupełnego braku odpowiedniej infrastruktury. Koszy na śmieci jest w miastach za mało, zaś specjalnych koszy na psie odchody z podajnikami na nieczystości nie ma prawie wcale! Jestem pewna, że gdyby psie stacje znalazły się w każdym parku, na każdym skwerze szybko i znacząco zmniejszyłaby się ilość miękkich kamieni, walających się po trawnikach. Skąd o tym wiem? Z doświadczenia. Świetnym przykładem jest wybieg dla psów przy Parku Krasińskich, gdzie - na moje oko - 99% odwiedzających ten obiekt karnie sprząta po swoich czworonogach. Na wybiegu znajdują się psie stacje: estetyczne kosze na psie nieczystości wyposażone w podajniki z foliowymi workami. Co więcej, miasto dba, aby były one zawsze pełne. Można? Można.
2. Miejska zieleń dostępna dla wszystkich
Nie
jestem fanką dzielenia społeczeństwa na mniejsze, odizolowane grupy.
Marzą mi się miasta dostępne i przyjazne dla wszystkich mieszkańców:
tych samotnych, tych z dziećmi, tych z psami. Miejska zieleń jest ważnym
i cennym elementem w wybetonowanej przestrzeni, dlatego każdy powinien
móc do woli korzystać z jej dobrodziejstw. Z przykrością patrzę na
kolejne parki, które zamykają swoje bramy przed właścicielami
czworonożnych mieszkańców miast. Nieswojo czuję się, myśląc o tym, że
tak lubiany przez T. wybieg dla psów przy Ogrodzie Krasińskich powstał
jako swoista rekompensata związana z wprowadzeniem do parkowego
regulaminu zakazu wstępu dla psów.
Moim
ideałem są parki londyńskie, które są pomyślane tak, aby znalazło się w
nim miejsce dla wszystkich, w tym również psów. Są w nich zarówno
miejsca, gdzie czworonogi mogą biegać swobodnie, takie gdzie powinny być
prowadzone na smyczy, jak i niewielkie, ogrodzone przestrzenie, które
są dostępne jedynie dla ludzi. To sprawia, że zielona przestrzeń jest
otwarta dla wszystkich, a jednocześnie można chronić przed nadmiernym
stresem na przykład występujące na terenie parku rzadkie ptactwo lub
zapewnić dzieciom bezpieczne place zabaw. Tego samego życzyłabym sobie w
Warszawie i całej Polsce.
3. Promowanie odpowiedzialności społecznej wśród wszystkich grup
3. Promowanie odpowiedzialności społecznej wśród wszystkich grup
Okropnie nie lubię zrzucania winy za brud w miastach wyłącznie na właścicieli psów. Tymczasem zarówno zarządzający konkretnych aglomeracji jak i sami mieszkańcy zaskakująco często zdają się zapominać o tym, że za stan czystości przestrzeni publicznej odpowiedzialni są wszyscy. Po równo. Kupy małych dzieci lub przedstawicieli lokalnej żulerii nie są w niczym lepsze od psich odchodów. Natomiast rozbite butelki i pogniecione puszki, którymi można rozciąć rękę lub łapę są moim zdaniem gorsze. Mimo to na trawnikach jak grzyby po deszczu wyrastają tabliczki głoszące “Zakaz wprowadzania psów”. To nie tyle rodzi frustrację i chęć buntu wśród właścicieli psów, ale też zamiata pod dywan naprawdę istotną część problemu miejskich nieczystości. Przyzna to każdy, kto chociaż raz przyglądał się temu, w jakim stanie są trawniki po “interesującym” weekendzie.
Nie mam nic przeciwko tabliczkom na trawnikach - takim, których treść skierowana jest do wszystkich: “Posprzątaj po sobie”, “Nie śmieć”, “Zostaw to miejsce takim, jakim chciałbyś je zastać”.
4. Wybiegi dla psów
4. Wybiegi dla psów
Wciąż bardzo brakuje ogrodzonych terenów, gdzie można bezpiecznie zwolnić psa ze smyczy i cieszyć się, patrząc na radość, jaką futro czerpie z biegania. Zielone enklawy w miastach albo szybko kończą swój żywot, zabudowywane blokami albo znajdują się na tyle blisko ulicy, że strach zwolnić ze smyczy zwierza, któremu nie ufa się na 101%. Wybiegi dla psów są świetnym rozwiązaniem tego problemu. Pod warunkiem, że będą jedynie częścią miejskiej infrastruktury dostępnej dla właścicieli psów, a nie zadośćuczynieniem za zamykanie parków!
5. Obowiązkowe szkolenie… właścicieli
Instrukcja obsługi większości psów - przynajmniej takich, u których nie zachodzi potrzeba przepracowywania poważnych problemów behawioralnych - często jest prosta i sprowadza się do pysznych smakołyków, zabawek i nagradzania w odpowiednich momentach. Niestety, wciąż wielu właścicieli tych wspaniałych zwierząt nie zdaje sobie z tego sprawy. Jednocześnie, w społeczeństwie niezmiennie pokutują rozmaite, dotyczące szkolenia psów mity - czy to związane z tym, że starego psa nie sposób nauczyć nowych sztuczek, czy też z tym, że wychowanie szczeniaka należy rozpoczynać po tym, jak ukończy on pierwszy rok życia. Wszystko to bezpośrednio przekłada się na fakt, że w miastach żyje sporo czworonogów, nad którymi właściciele nie są w stanie sprawować kontroli podczas spaceru - takie psy są zagrożeniem nie tylko dla innych osób, ale również dla siebie samych. Dlatego marzą mi się obowiązkowe, darmowe szkolenia dla wszystkich przyszłych właścicieli czworonogów. Czasem mam wrażenie, że wystarczyłoby zaledwie kilka godzin spędzonych pod okiem życzliwego trenera, potrafiącego w przystępny sposób przekazać wiedzę, aby relacje w wielu psio-ludzkich zespołach uległy znaczącej poprawie. O ile więc lepiej mogłoby być, gdyby każdy, kto decyduje się przyjąć pod swój dach czworonożnego przyjaciela musiał zawczasu liznąć odrobiny szkoleniowej wiedzy?
***
Wypisane powyżej cechy to, jak sądzę, niezbyt wygórowane oczekiwania, wciąż jednak pozostające w sferze marzeń w przypadku psiarzy mieszkających w polskich miastach. Na dodatek, ta piątka to z pewnością jedynie kropla w morzu. Co dodalibyście do listy? Jest jakieś rozwiązanie, przepis czy udogodnienie, którego wyjątkowo brakuje Wam w waszym miejscu zamieszkania? Nie zapomnijcie podzielić się tym w komentarzach! Jestem bardzo ciekawa Waszych psio-miejskich potrzeb.
photo credit: Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), Coyau

















